Księga.
Stare dzieje.
2008
lipiec (2)sierpien (1)październik (1)2009
kwiecień (1)
Ukochani













fav.
Było Was tu:
.
Znak rozpoznawczy:
III >> środa, 22 kwietnia 2009 19:31:13
Rozdział Trzeci
George zostawił Leilę. Sam na sam z jej własnymi przemyśleniami. Nie wiedział czemu, ale chciał ją mieć przy sobie. Nie należał do smutasów więc nie rozszyfrowane uczucia odłożył w głąb siebie, w końcu teraz powracał do równowagi. Z szerokim uśmiechem na twarzy, poszedł wylać wodę na śpiącego jeszcze brata.
*
Hogwart. Hogwart. – kotłowało się w głowie Leili. Wprost nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Czyżby oto otwierała się przed nią szansa, na spełnienie pragnień, ale właśnie w tym, znienawidzonym domu? Dziewczyna zawsze wiedziała, że los zrzuca na nią najgorsze niespodzianki, jakie tylko mogłyby mu przyjść do głowy, lecz tym razem nie zamierzała się przeciw niemu buntować. Musiała tylko znaleźć sposób na przetrwanie tego jednego dnia w towarzystwie Weasleyów, reszta pójdzie jak z płatka. Musi tylko uniknąć patrzenia im w oczy.
Z uśmiechem na ustach, podobnym do tego, który gościł na twarzy Georga rzuciła się na łóżko, bowiem spanie wydało jej się najlepszą metodą.
- Kochanie… Kochanie, obudź się. – słowa wypowiadane miękkim głosem docierały do niej jak przez mgłę. Machnęła ręką na oślep, chcąc odpędzić natręctwo – bo tak jej się zdawało. W odpowiedzi jej ciałem wstrząsnęły dość mocne poszturchiwania. W końcu otworzyła oczy i ujrzała twarz Molly. Jak oparzona zerwała się z łóżka. Wysunęła bojowniczo podbródek do przodu i warknęła:
- Słucham?
- Może… masz ochotę na śniadanie? – zapytała nieśmiało Molly.
- Nie. – bąknęła Leila, ale po chwili zastanowienia dodała: dziękuję. Chociaż nie miała zamiaru być miłą dla Molly postanowiła pokazać, że jest dobrze wychowana. Niech ta baba wie, że Arashia wychowała ją lepiej, niż ona sama tą bandę rudzielców.
Niestety Molly odebrała jej zachowanie zupełnie inaczej, niżby oczekiwała tego Leila. Uśmiechnęła się ciepło i odgarnęła dziewczynie włosy z czoła. Leila odskoczyła i stwierdziła, że to koniec z dobrym wychowaniem.
Pani Weasley za to zarumieniła się i mruknęła przed wyjściem z pokoju:
- Jakbyś była głodna zejdź na dół. Powinnaś coś zjeść. Tu masz rzeczy – wskazała ręką na kufer, którego wcześniej Leila nie zauważyła. – jutro z samego rana jedziesz do Hogwartu.
Dziewczyna stała jeszcze przez chwilę w tym samym miejscu, po czym wolno ruszyła w stronę kufra. Uchyliła wieko i dostrzegła starannie poukładane ubrania, książki, wagę, kociołek – wszystkie przybory potrzebne do Hogwartu, włącznie z szatą. Gwizdnęła cicho i pomyślała, że nie pogardzi tymi rzeczami. Należało jej się, za te wszystkie stracone lata, podczas których musiała trwać u boku zrzędliwej Arashii. Sprawdziła, czy w kieszeni jeansów nadal tkwi różdżka, a potem z powrotem opadła na łóżko. Żołądek może przecież poczekać do jutra.
*
Następnego dnia znowu obudziła ją Molly. Leila bez słowa wstała, ale zeszła na dół dopiero, gdy upewniła się, że wszyscy są już na podwórku. Spośród rudych głów wyraźnie wyróżniała się jedna czarna. Z postawy Leila wywnioskowała, że to chłopak. Kiedy na nią spojrzał, Leila z ironią pomyślała, że oto ma za sobą pierwsze spotkanie z cholernym Harry’m Potterem. Uśmiechnął się do niej niemrawo i wrócił do rozmowy z George’m. Ten z kolei zdawał się jej nie zauważać, więc Leila wyrzuciła go z myśli, koncentrując się na obserwacji rodziny Weasley’ów. Wbrew sobie poczuła żal, że nie dane jej było wychowywać się w takiej wesołej i ciepłej rodzinie. Molly krzątała się nerwowo nieudolnie próbując sprawdzić, czy wszyscy mają najpotrzebniejsze rzeczy i czy dobrze się czują. Kiedy doszła do Leili, ta zbiła ją tylko twardym spojrzeniem. W końcu zza zakrętu wychynęły czarne samochody ministerstwa magii. Zanim Leila zdążyła do jednego wsiąść, podszedł do niej George z wyciągniętą ręką.
- A ty co? – uniosła brwi ze zdziwieniem.
- Już ukończyłem Hogwart. Rok temu. – uśmiechnął się. – Więc… Powodzenia w nowej szkole. Gdybyś chciała zrobić komuś kawał pisz. Jestem do dyspozycji.
George odwrócił się i ruszył dziarskim krokiem w kierunku domu, targając przy okazji włosy brata bliźniaka. Leila już drugi raz tego dnia poczuła żal. Zirytowana tą nagłą falą uczuć wpakowała się do samochodu, wpychając się przed równie złą Ginny. Ruda usiadła obok Leili i warknęła do niej:
- A znasz takie słowo jak „przepraszam”?
- Och, nie. Ależ nie musisz mnie przepraszać, za to, że jesteś taka głupia. – powiedziała szyderczo Leila i zignorowała wściekłe prychnięcie Ginny. Za nimi do samochodu wsiadł jakiś rudy chłopak, który chyba miał na imię Ron, Harry Potter i dziewczyna z ogromną szopą na głowie. Uśmiechnęła się serdecznie do Leili, kiedy samochód już ruszył i przedstawiła się:
- Hej. Jestem Hermiona Granger. Miło mi cię poznać.
Leila nawet nie pofatygowała się, żeby oderwać wzrok od szyby, za którą przesuwały się zielone łąki, skąpane w szarym świetle poranka. Pozostała czwórka wymieniła porozumiewawcze spojrzenia, nie odzywając się już ani słowem.
Gdy dojechali na dworzec King’s Cross i zapakowali bagaże na wózki spodziewali się, że Leila zapyta ich o przejście na peron 9 i ¾, ale ona przez chwilę obserwowała innych, po czym bez zastanowienia ruszyła na barierkę. Tak jak myślała, jej oczom ukazał się czerwony parowóz jadący do Hogwartu. Podciągnęła kufer, poprawiła różdżkę w kieszeni i weszła do pociągu. Wewnątrz pojazdu panował miły dla ucha gwar witających się przyjaciół, z dawna oczekujących na spotkanie. Co niektórzy zatrzymywali spojrzenia na idącej wzdłuż korytarza Leili, gdyż wcześniej jej nie widzieli. Niebawem dziewczyna znalazła pusty przedział i z westchnieniem ulgi zabrała się do wkładania kufra na górną półkę.
- Czekaj, pomogę ci. – usłyszała. Odwróciła się i zobaczyła lekko uśmiechniętego Harry’ego. Wściekła, że Weasley’owie przywlekli się za nią, pchnęła mocno kufer umieszczając go w pewnej pozycji na półce, i spojrzała wyzywająco na Pottera. Wzruszył tylko ramionami i opadł na siedzenie. Leila rozejrzała się i zauważyła, że jest w przedziale tylko z czarnowłosym.
- Gdzie się podziała reszta twojej paczki? – zapytała drwiąco.
- Hermiona i Ron muszą wypełniać obowiązki prefektów, a Ginny poszła w swoją stronę. – wyjaśnił, uśmiechając się miło. Leila poczuła, że już ją mdli od tego cholernego miłosierdzia.
- Mhm. – mruknęła tylko w odpowiedzi i zajęła się sobą, starając się nie zwracać większej uwagi na Pottera.
- Niedługo będziemy na miejscu. – odezwał się Harry, po długim czasie. – powinniśmy się przebrać w szaty. Wyjdę, a ty możesz się przebrać tutaj.
Gdy zamknęły się za nim drzwi, Leila otworzyła kufer i wyjęła z niego pomiętą szatę. Po trosze nadal nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Ona w Hogwarcie… To była jak jedna z bajek, które zawsze miała ochotę przeczytać, ale konserwatywna Arashia jej tego broniła. Harry wrócił, a Leila darowała sobie takie rozmyślania. Nie chciała skupiać się na goryczy, która już od dawna ją wypalała.
Pół godziny później Leila już wysiadała z pociągu. Na dworze padał ulewny deszcz i uczniowie wybiegali z pojazdu zakrywając sobie głowy szatami pociągniętymi do góry.
- Panna Weasley? – Leila gwałtownie się odwróciła, a jej wzrok napotkał wysoką kobietę stojąco pod parasolem, z włosami upiętymi w ciasny kok. Wyraz twarzy miała raczej surowy.
- Tak, to ja. – odparła dziewczyna niepewnie.
- Jestem profesor McGonagall. Proszę za mną panno Weasley, dołączy pani do uczniów trochę później.
Leila posłusznie ruszyła za kobietą. We wnętrzu zamku panowało przyjemne ciepło, niezwykle kojące po chłodnych kroplach deszczu. Nauczycielka prowadziła ją długimi korytarzami, przez czas, który wydawał się Leili wiecznością. Wkrótce zatrzymały się przed dziwną chimerą.
- Orzechowy pudding. – powiedziała McGonagall, a chimera odskoczyła w bok, ukazując kręte kamienne schody. – Proszę, panno Weasley.
Leila weszła na schody, a po chwili jej oczom ukazały się potężne drewniane drzwi. Zapukała i wkroczyła do środka, słysząc ciche „proszę”. Zorientowała się w mig, że znalazła się w gabinecie dyrektora. Uśmiechnęła się niepewnie do siedzącego za biurkiem starca i zamknęła za sobą drzwi.
-Witaj. Leila, tak? – kiwnęła twierdząco głową. – Nazywam się profesor Dumbledore i jestem dyrektorem. Jesteśmy tu, żeby cię przydzielić do odpowiedniego domu. Wiesz coś o Hogwarcie, prawda?
- Tak, całkiem sporo.
- No właśnie. Moglibyśmy przydzielić cię wraz z pierwszakami, ale to byłoby dla ciebie zbyt krępujące, nieprawdaż? – uśmiechnął się dobrodusznie, wstając z fotela. Podszedł do jednej z wielu półek i wziął z niej coś, co wyglądało jak stary, nadgryziony zębem czasu kapelusz. – Założę ci go tylko na głowę.
Leila kiwnęła głową i po chwili poczuła materiał opadający na oczy.
- Weasley?! – usłyszała w głowie niedowierzający, piskliwy głos. – na brodę Merlina!
- Coś nie tak? – pomyślała zaczepnie.
- No cóż… Slytherin!
Kurczę. Nie wierzę, że to robię, ale tak, dodaje nową notkę, choć w sumie myślałam o porzuceniu tego bloga. Nie sądziłam, że będę jeszcze w stanie coś z siebie wykrzesać... Wiem, że beznadziejnie, ale nie mogłam się powstrzymać. Wybaczcie mi wszystkie błędy - Ci, którzy ewentualnie tu wejdą. No i jesteście wspaniali. Żaden serwis nie ma tak wspaniałych czytelników jak mylog ;]
pozdrawiam
Lia.komentarze [8]Rozdział Drugi. >> środa, 1 października 2008 16:19:41
Rozdział Drugi.
Obudziła się przed czwartą. Zawsze miała kłopoty z wysypianiem się do końca. Rozejrzała się po pokoju, który w bladym słonecznym świetle wyglądał zupełnie inaczej. Leila ze zdziwieniem stwierdziła, że pomieszczenie można by nazwać ładnym. Wpatrywała się jeszcze przez chwilkę w okno, kiedy do głowy wpadła jej pewna myśl. Ubrała się szybko w swoje stare znoszone ciuchy, podbiegła do okna i otworzyła je na oścież. Spojrzała w dół i serce zabiło jej szybciej. Od ogrodu dzieliło ją kilka pięter, lecz kondygnacja była zbudowana tak, że Leila z łatwością mogła przejść po niej jak po schodkach. Nie zastanawiając się długo wystawiła najpierw jedną nogę, potem drugą i leciutko zeskoczyła na pierwszy „schodek”. Z resztą poszło jej równie łatwo. Po chwili poczuła na dłoniach dotyk trawy, która najwidoczniej nie była koszona od dobrych kilku lat. Zdecydowanym krokiem dziewczyna ruszyła w stronę zardzewiałego płotu. Wolała nie ryzykować wyjścia furtką, bowiem była niemal pewna, że metalowe drzwiczki zaskrzypią pod jej naporem. Stanęła w odległość mniej więcej dwóch metrów od płotu, by móc go przeskoczyć bez zbędnych hałasów, z rozbiegu. Ruszyła, myślami będąc zupełnie gdzie indziej. Obudziła się dopiero, gdy poczuła okropny ból na całym ciele. Cholera, zaklęła pod nosem, mają tu zaklęcia ochronne. Zanim zdecydowała cokolwiek przedsięwziąć rozległ się dźwięk, którego za nic nie chciała teraz usłyszeć: otwieranych drzwi. Odwróciła głowę, jednak nie ujrzała tego, kogo się spodziewała. Nie była to Molly, tylko jakiś rudy chłopak. Syknął wściekle i podszedł podciągnąć Leilę z ziemi.
- Odbiło ci dziewczyno? Chcesz z siebie zrobić piłeczkę ping – pongową? – warknął na nią. Chcąc nie chcąc, Leila musiała stwierdzić, że jest całkiem przystojny.
- Nie, do cholery. Usiłuje się stąd wydostać. A ty, zamiast na mnie wrzeszczeć może byś mi pomógł? – spojrzał na nią jak na wariatkę.
- A niby z jakiej racji miałbym to zrobić? George jestem. O ile się nie mylę twój przyrodni brat.
- No to świetnie. Nic nie widziałeś, rozumiemy się? Inaczej może być z tobą kiepsko. – łypnęła na niego i odeszła w stronę domu, starając się zignorować śmiech, którym wybuchnął George. Miała ochotę usiąść gdzieś i się rozpłakać, ale nigdy w życiu nie pozwalała sobie na takie luksusy. Nienawidziła swojego życia, nienawidziła siebie i wszystkich dookoła. Radość – nie znała tego uczucia, choć raz dała się ponieść fali uśmiechów na wiadomość o zamieszkaniu u Weasleyów. Dopiero potem dotarło do niej, że jest tu nie chciana, a na dodatek porzucona, więc nie miała się z czego cieszyć, choć w głębi duszy tęskniła za tym ciepłym uczuciem. Często zastanawiała się, czemu to właśnie jej życie nie ułożyło się tak pięknie jak na przykład tego tu Georga. Westchnęła i zganiła samą siebie za swoje głupie myśli. Znajdowała się już pod drzwiami swego pokoju, mając nadzieję, chociaż na dwie godziny świętego spokoju, ale w środku czekała na nią niemiła niespodzianka. Na łóżku rozwaliła się kolejna ruda osóbka. Wysyp rudych, pomyślała z pogardą Leila, po czym z zawstydzeniem przypomniała sobie, że ona sama ma taki kolor włosów.
- Czego znowu? – nie miała zamiaru bawić się w grzeczną i miłą dziewczynkę. Tamta zmierzyła Leilę chłodnym spojrzeniem i dziewczyna doszła do wniosku, że ruda na łóżku też nie chce się w to bawić.
- Czemu cię nie było w pokoju jak weszłam? – usłyszała w odpowiedzi. Aż zachłysnęła się ze zdziwienia.
- Przepraszam, a co tobie do tego? – wycedziła Leila.
- Dużo, jestem mieszkanką tego domu i twoją siostrą.
- Kolejna… - jęknęła Leila i z rezygnacją rzuciła się na łóżko, obok siostry, która z trudem powstrzymała chichot.
- Jestem Ginny. Ty jesteś Leila, wiem. Uważam, iż jeśli mamy mieszkać pod jednym dachem powinnyśmy ustalić pewne zasady. Przyszłam tu tak wcześnie, żeby nie przerwała nam mama. Nam, a właściwie mi…
- Słuchaj, mogłabyś na chwilę przerwać swój nudny wywód? – przerwała jej Leila. – Zacznijmy od tego, że nie mam zamiaru dzielić dachu z tobą, ani z nikim z twojej rodziny, jasne? – ale Ginny nie była ani głupia, ani tchórzliwa. Złowrogi ton Leili nie robił na niej wrażenia.
- Tak, to bardzo jasne. Pokazać ci najlepszą drogę do wyjścia? – uśmiechnęła się.
- Tak. – nawet jeśli Leila była zdziwiona zachowaniem Ginny, nie okazała tego po sobie w najmniejszym stopniu. Ginny podniosła się z miejsca i już miała wejść, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem.
- Ginny, co ty tu do diaska robisz? – wrzasnął George. Z oczu sypały mu się gromy, a usta miał wykrzywione w grymasie. Ginny szybko przemknęła pod ramieniem brata, bowiem dobrze wiedziała co taki wyraz twarzy oznacza. Wolała nie narażać się zbytnio. Ale szczerze współczuła dziewczynie, która miała ten wybuch przeżyć na własnej skórze. Ginevra nie wątpiła, że jej brat podsłuchał rozmowę, więc postanowiła nie okazać się gorsza od niego i przystawiła ucho do drzwi.
- Co to ma znaczyć? – spytał George Leilę.
- O Boże, odwal się w końcu. – wściekły chwycił ją za łokieć i podciągnął do góry.
- Uważaj, dziewczyno. Dość zamieszania narobiłaś w tym domu. Mało ci? – to co powiedział, dotarło do niego dopiero po fakcie. Puścił ją gwałtownie i wymamrotał przeprosiny. Leila była pewna, że gdyby przyłożyć w tym momencie buraka do jego twarzy nie odznaczałby ani trochę.
- W takim razie, czy nie masz już dość tego zamieszania? Bo ja zdecydowanie.
- Myślę, że moja matka nie byłaby z tego zadowolona
- Co mnie obchodzi twoja matka? – spojrzała na niego ze zdziwieniem. George spróbował inaczej.
- To twój ostatni dzień tutaj. Jutro jedziemy do Hogwartu. – to mówiąc podniósł na nią oczy, i zobaczył dokładnie to co chciał: błysk zdziwienia i zadowolenie. No bo kogo nie ekscytował by Hogwart?
- Szkoła magii… Hogwart? – wystękała, a w głowie zapaliła się nadzieja, że może tym razem będzie inaczej.
Wybaczcie mi wszyscy, że tak długo zajęło mi dodanie tej notki, ale no cóż, nauka zajmuje dużo czaaasu. Mogę też na swoje usprawiedliwienie dodać, że ostatnio mam pecha we wszystkim, a weną rozkazywać nie można. Choć to tu, znów jest słabe, i wymuszone. Ale mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie. A, no i przypominam: KAŻDY, KTO CHCE BYĆ INFORMOWANY POWINIEN WPISAĆ SIĘ DO KSIĘGI.
pozdrawiam
Lia.komentarze [35]Rozdział Pierwszy. >> sobota, 2 sierpnia 2008 12:24:57
Rozdział Pierwszy.
George z łomotem zbiegł po schodach do kuchni, ale już po chwili zaczął żałować, że narobił takiego rabanu.
Jego matka klęczała na podłodze i płakała, a na krześle obok niej leżała jakaś kupa szmat, a przynajmniej tak się Georgowi wydawało. Molly podniosła zapłakane oczy na syna i powiedziała:
- Och, wybacz mi, George. Wybaczcie mi wszyscy…
- Ale co, mamo? O co chodzi? – zapytał George zdziwiony.
- To, że was wszystkich tak okłamałam… Wszystkie moje dzieci…
- Mamo, wyjaśnij mi.
- Tu, na krześle. Odwiń te szmaty, George. – chłopak wykonał polecenie matki. Jego oczom ukazała się ruda dziewczyna, w dżinsach i zielonym T-shircie. Na twarzy miała mnóstwo piegów. George od razu wychwycił w niej podobieństwo do matki. Ogarnęły go sprzeczne uczucia. Czyżby to była jego siostra? Czyżby rodzice mieli jeszcze jedno dziecko, ale je porzucili? Nie. Te myśl odrzucił. Rodzice nikogo by nie wyrzucili z tego domu, a już zwłaszcza własnego dziecka. Więc co to wszystko w takim razie ma znaczyć? – zawołaj rodzeństwo. – przykazała Molly i podniosła się z klęczek. George ruszył na górę, a pani Weasley otarła twarz chusteczką. Zawsze dziękowała Bogu, za to, że wystarczyło tylko osuszyć twarz, a jakiekolwiek ślady płaczu znikały. Po chwili w kuchni znajdowała się prawie cała gromadka jej dzieci.
- Kto to jest, mamo? – zapytała Ginny, wskazując na dziewczynę omdlałą na krześle. – i dlaczego leży jak by była… trupem?
- Jezu. Słuchajcie wszyscy. To jest wasza siostra. I bądźcie cicho – powiedziała szybko, zauważając, że wszystkie buzie otwierają się w chęci wyrażenie swojego zdania. – To jest moje dziecko. Jej ojciec…
- Mamo, miałaś romans?! – zawołała oburzona Ginny.
- Nie do licha. Ginny, jeśli nie chcesz znać prawdy to idź do siebie i mi nie przerywaj. Nazywa się Leila Weasley.
- Aaa, czyli jest też córką naszego ojca? – wtrącił Fred szczerząc zęby. Jak zwykle, obracał wszystko w żart, jednak towarzyszący mu w tym zwykle George milczał z posępną miną. Nie powiedział rodzeństwu w jakim stanie znalazł matkę w kuchni, i teraz doszedł do wniosku, że nie zrobi tego na pewno.
- Nie. – odpowiedziała Molly, tym razem krótko. Postanowiła najpierw podpowiadać na tą niezliczoną ilość pytań, a dopiero potem przejść do konkretów. Żadne z nich nie wiedziało, jak jest jej ciężko z prawdą i nie wiedziała, czy starczy jej sił, żeby wytaszczyć bolesną przeszłość na wierzch. Patrząc na zwieszające się z krzesła ciało Leili czuła jak ciepło napływa do jej matczynego serca, ale jednocześnie ciepło zostawało przeszyte chłodną strzałą tragicznych wspomnień.
- No to czyją w takim razie jest córką? – zniecierpliwił się Ron.
- Moją.
- Mamo… Mogłabyś nam to wszystko wyjaśnić? Dlaczego ona nazywa się Weasley, skoro nie jest córką taty? – Ginny wpatrywała się w matkę badawczo. To, co się działo w kuchni coraz mniej jej się podobało. Do dziewczyny na krześle czuła coraz większą niechęć, z niewiadomych samej sobie przyczyn.
-Zostałam zgwałcona. – wydusiła z siebie. Fred, George, Ron i Ginny osłupieli. – urodziłam ją mniej więcej dziewięć miesięcy przed tobą, Ron. Chciałam ją zatrzymać, ale w Świętym Mungu pojawiła się kobieta, która uznała, że lepiej będzie, jeśli weźmie ją do siebie… Artur odwodził mnie od tego, ale ja się zgodziłam. Bałam się jej. Bałam się przeszłości. Teraz Arashia, ta kobieta, przyprowadziła ją tu. Najwyższy czas, abym odrobiła stracone lata. A co do nazwiska – wasz ojciec dał jej swoje. W tej sprawie był uparty jak muł o chwała mu za to. Jesteście w stanie ją zaakceptować? – Molly w duchu odetchnęła z ulgą. Było łatwiej niż myślała, ale najgorsze miała dopiero przed sobą. Cała czwórka w milczeniu skinęła głowami na „tak”.
- Dlaczego ona jest taka sflaczała, mamo? – zapytała Ginny.
- Och, chyba wiem, co dała jej Arashia.
- A dlaczego ta cała Arashia miałaby jej coś dawać? - najmłodsza córka Weasleyów nadal prowadziła przesłuchanie.
- A jak bym wam to wszystko wytłumaczyła, gdyby Leila była świadoma tego co się wokół niej dzieje? Arashia to bardzo mądra kobieta. Idźcie na górę. Poznacie ją jutro. – dzieci wyszły z kuchni, a Molly wyciągnęła z górnej szafki flakonik z niebieskim płynem. Podeszła do córki i wlała jej do ust ów płyn. Po chwili dziewczyna zaczęła się rozbudzać. Zanim Molly zdążyła ją przytrzymać wyrżnęła głową o kant krzesła i jęknęła głośno. Otworzyła oczy i z trudem wyjąkała:
- Gdzie ja do diaska jestem…? – spojrzała z niechęcią na Molly i zaczęła rozmasowywać obolały tył głowy.
- W domu. Jest wiele spraw, które musiałybyśmy między sobą wyjaśnić… - zaczęła Molly, ale Leila z irytacją jej przerwała.
- Nie musimy sobie niczego wyjaśniać, paniusiu. Wiem, że jest pani moją biologiczną matką, ale to tak naprawdę nic nie znaczy. Arashia przyprowadziła mnie tu, ponieważ miała mnie już dość, zbyt wiele kłopotów jej sprawiałam, więc sądzę, że będzie lepiej, jeśli powierzy mnie pani opiece jakiejś szkole, czy coś takiego. – te słowa zraniły panią Weasley, jak jeszcze chyba nic w całym życiu. Nie mając jednak zamiaru pokazywać tego po sobie, prychnęła ze złością.
- Zostałaś nam powierzona pod opiekę, a do szkoły pójdziesz. Będziesz tu tylko na wakacje letnie, chyba, że będziesz chciała być tu w inne wolne od Hogwartu dni. Ten dom stoi dla ciebie otworem.
- Szkoda, że tak późno. – Leila uśmiechnęła się do Molly, jednak w tym uśmiechu nie było choćby krzty wesołości. Raczej złość, irytacja, gorycz i nienawiść.
- Może z czasem wybaczysz mi moje błędy. – kobieta wymruczała pod nosem jakieś zaklęcie i zwróciła się ponownie do córki: - choć. Zaprowadzę cię do twojego pokoju. Widzę, że nie masz, żadnych rzeczy, oprócz tego co masz na sobie… Cóż. Musimy się w takim razie wybrać na Pokątną. – wspięła się po schodach słysząc za sobą odgłos kroków dziewczyny. W końcu stanęły przed starymi, drewnianymi drzwiami. Molly powiedziała Leili, żeby czuła się jak u siebie, ta jednak skwitowała to wykrzywieniem twarzy. Weszła do pokoju, zamykając za sobą starannie drzwi. W pomieszczeniu było ciemno, a przez podwójne okno wlewało się srebrne światło księżyca. Pod oknem stało wyniszczone łóżko z zieloną kapą, wyraźnie robioną ręcznie. Naprzeciw drzwi stało biurko, chyba równie wiekowe jak stara Arashia Rolls. Leili jednak to nie przeszkadzało. Lubiła stare rzeczy i szanowała je bardziej niż te nowiusieńkie. Ściany pokoju były kremowe, z jakimiś dziwnymi czerwonymi wzorami, ale Leila nie miała chęci, żeby w ogóle o tym myśleć. Jej głowę zaprzątały teraz zupełnie inne sprawy, bowiem nie miała zamiaru zagrzać miejsca w tej rodzinie.
Notka jest za długa, przynudnawa i bez sensu, ale to dopiero początek i obiecuję, że akcja się dopiero rozkręci. Wiem, że ten rozdział jest beznadziejny, ale jadę według planu, który sobie ustawiłam, no, a początki bywają ciężkie. Mam nadzieje, że wytrwacie dalej. Dziękuję Wszystkim za cudowne komentarze i chciałabym jeszcze przekazać specjalne podziękowania www.gemma-gemmarum.mylog.pl za poprawienie mojego HTMLa, z którym sama niestety nie byłam w stanie dać sobie rady.
Dziękuję także Wszystkim, którzy czytają i komentują, i na koniec chciałabym Was poprosić, aby osoby, które chcą być poinformowane o nowych notkach wpisały się do Księgi.
pozdrawiam Lia.komentarze [40]Prolog. >> czwartek, 31 lipica 2008 18:34:03
Prolog
Molly właśnie przygotowywała kolacje, gdy usłyszała ciche pukanie do drzwi. Pomyślała, że to Artur może wrócił wcześniej z pracy, ale gdy zapytała „kto tam” w odpowiedzi usłyszała tylko charknięcie. Wyjrzała przez okno i zobaczyła dwie postacie. Jedna była to siwa staruszka, a druga – coś zakołtunionego w szary materiał. Pani Weasley wiedziała, że w tych czasach nie powinna otwierać drzwi nieznajomym, a już zwłaszcza w tak dziwnym stanie, ale nie sądziła by Śmierciożercy przychodzili do jej domu, wzbudzając sobą podejrzenia, jeśli już chcieliby być zamaskowani. Ignorując przykazania męża Molly pokierowała się sercem i otworzyła drzwi.
- Oooch… Dobrze cię znowu widzieć, Molly. – powiedziała staruszka. Kobieta przyjrzała się jej uważnie i rozpoznała kogoś, kogo miała nie zobaczyć już nigdy więcej.
- Arashia? To ty? – chciała się upewnić. Przesunęła się w przejściu, lecz stara znajoma nie skorzystała z tego niemego zaproszenia.
- Tak, to ja. Cóż za nieodpowiedzialność otwierać drzwi, nie wiedząc dokładnie kto za nimi stoi. – krzyknęła Arashia. – ale nie czas teraz na prawienie kazań. Molly, mam tu coś, co powinnam ci oddać już dawno temu. A właściwie kogoś. – błysk w oku starszej pani upewnił Molly, że odwrotu już nie ma. Że będzie musiała na nowo stanąć oko w oko z bolesną prawdą, lecz tym razem już chyba bez cierpienia.
- To znaczy, że… że masz tu ją?
- Tak, Molly. Mam tu twoją córkę. – to mówiąc Arashia wcisnęła zaszlochanej Molly postać w materiale i teleportowała się.
komentarze [15]Przedmowa. >> czwartek, 31 lipica 2008 18:18:32
Tak.
To będzie z pewnością blog o tematyce HP.
Jednak będzie zupełnie inny od reszty.
Wiem, że szablon jest lekko mówiąc niedopracowany, ale zamierzam na nim pracować, zanim nie nauczę się robić tego porządnie :P
mam nadzieję, że potraficie to zaakceptować.
notka najpóźniej już jutro.
pozdrawiam
Lia.komentarze [0]
Lay&HTML by
Black Autumn dla siebie, więc łapki precz.